Niedawno, w poście "Co nowego ? ..." wspomniałam o mojej długiej nieobecności na blogu...Wystarczył niefortunnie, w pośpiechu postawiony krok i kość w nodze rozleciała się na kilka kawałków, a wraz z nią wena pisarska.
Miałam w tym nieszczęściu dużo szczęścia, że trafiłam pod opiekę bardzo oddanych pań pielęgniarek oraz wspaniałego lekarza, który zgrabnie poskładał moją nogę i tylko dzięki Jego ofiarnosci dziś mogę już zdobywać góry ;)
Dziękuję Panie Doktorze :)
Operacja oraz długie miesiące rehabilitacji i cierpienia zniechęciły mnie do wpisów na blogu, ale nie próżnowałam całkiem ;) Mój wypadek zaowocował nowym robótkowym pomysłem jeszcze podczas pobytu w szpitalu.
Woreczki z lodem, które przynosiły ulgę spuchniętej nodze, miały - nomen omen - zimny, "szpitalny" wygląd, brrr.
Wtedy pomyślałam, że można zmienić ich wygląd aby unieruchomionym "połamańcom" uprzyjemnić te zabiegi.
"Ubrane" w kolorowe poszewki woreczki
zdecydowanie szybciej - co wypróbowałam na sobie - przynoszą ulgę ;)
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :)
Dziś współpracuję charytatywnie ze szpitalem, w którym leżałam i szyję dla niego "wesołe ubranka" na lodowe okłady. :)
Pozdrawiam
Ania